Przejdź do głównej zawartości

Posty

Polecane

Dziewięćdziesiąt dziewięć: o palmach i szklarniach

Nawet nie zauważyłam, kiedy ten miesiąc się skończył.
Zazwyczaj kwiecień był w moim kalendarzu miesiącem biegania, motywacji, działania, biegania i znowu biegania. W tym roku był głównie miesiącem prokrastynacji i wakacji. Bo jak to tak można, że ma się tyle wolnego, nagle w środku miesiąca prawie dwa tygodnie?? Nic dziwnego, że się nawet nie zauważa, że czas mija. Jeszcze przy ładnej pogodzie i dużej ilości truskawek.

To miał być post o tym, jak pojechałam na wycieczkę w góry z moimi znajomymi i przeszłam wiele kilometrów pod górę w trudzie i pocie w moich tak-bardzo-zniszczonych-najeczach-że-wstydzę-się-w-nich-pokazywać. Ale nam się kierowczyni samochodu rozchorowała i klops, i spędziłam cały dzień ponownie bardzo samotnie, choć nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo po pierwsze znalazłam super-starą-ale-bardzo-zachwycającą-piosenkę, która od dzisiaj jest soudtrackiem do moich wieczornych podróży metrem, kiedy to wracam z imprezowania lub innego męczącego -an…

Najnowsze posty

Dziewięćdziesiąt osiem: o grzywce, zegarku i rozstaniach

#mariapodróżuje: o Marakeszu

#mariapodróżuje: o Palmie na Majorce